powiększenie

Poniżej zamieściliśmy fragment artykułu:
Poradnik n.p.m., 05/2008- Góry to nie labirynt

Sebastian Fijak

Jest bardzo zimno. Widzisz siniejące wargi coraz bledszego kolegi, a marznący deszcz wciska się wszędzie. Czujesz, jak mroźny wiatr wbija ci lodowe drzazgi, boleśnie kłujące pod paznokciami. Bez powodzenia próbujesz znaleźć drogę prowadzącą do ciepłego schroniska i parującej herbaty. Trzęsiesz się, mimo że przecież jest środek lata. Przeklinasz swą niefrasobliwość, przez którą zapomniałeś dwóch najcenniejszych teraz rzeczy - mapy i kompasu.

Prawo Murphy'ego jest niezwykle konsekwentne, prawie tak samo jak prawo ciążenia. Z zasady możemy powiedzieć, że wszystko zepsuje się, gdy nie będziemy mieć kompasu i mapy. Cóż nam po szlaku, gdy nie wiemy, w którą stronę iść? W takiej sytuacji z pomocą przyjdą nam klasyczne metody ustalania swojej pozycji w terenie. Zasadniczą zaletą opisywanych tutaj metod jest niska cena i niezawodność. A ich opanowanie pomoże w dalszym rozwijaniu swoich zainteresowań o system GPS. Góry to bowiem nie labirynt i znajomość podstaw terenoznawstwa naprawdę ułatwia wędrówkę na szlaku.

Nasz software, czyli mapa
Pierwsze odwzorowania tego, co znajduje się na powierzchni ziemi, mają już ponad 17 000 lat! Prawdopodobnie najstarszym zabytkiem jest wyryta na odłamku mamuciego kła schematyczna mapa z miejscowości Meziricz na Ukrainie. Ten pierwowzór, później ulepszany i wzbogacony o coraz to nową wiedzę geograficzną, służy nam do dziś w wielu postaciach. Jednak dla nas najważniejsza jest zwyczajna mapa turystyczna.
Zasadniczo minęły już czasy dominacji popularnych „pepewek” (Wydawnictwa PPWK). Co prawda są one jeszcze dostępne na rynku, jednak duża skala (1: 75 000) oraz słaba aktualizacja treści czyni je praktycznie bezużytecznymi dla turysty. Podobnie z tzw. wuzetkartami (Wojskowe Zakłady Kartograficzne), w których nagminne były przesunięcia kolorów i rozmazane szczegóły.
W kategorii map beskidzkich widać obecnie dość sporą konkurencję między trzema wydawcami: Galileos, Cartomedia i WiT. Praktycznie każde z tych wydawnictw ma swoje lepiej i gorzej opracowane obszary. Na pewno ciekawą propozycją są mapy Galileos obrazujące Beskid Żywiecki, Śląski i Mały oraz Sudety. WiT natomiast jest doskonałym wydawcą bardzo dokładnych map Gorców (1: 35 000) oraz Beskidu Sądeckiego i Bieszczad w chyba najbardziej optymalnej skali 1: 50 000.
Gdy jednak planujemy wycieczkę w skaliste rejony, warto się zaopatrzyć w bardziej szczegółowe opracowania. W wypadku Pienin i ogólnej mapy Tatr polecam wydawnictwo WiT. Jeśli chodzi o najwyższe i najpopularniejsze w naszym kraju góry, warto wspomnieć o dość już starym wydaniu map Zarządu Topograficznego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego z 1984 roku (bez słowackiej części) i 1989 roku. Te 14 arkuszy (piętnastym była broszura z legendą) w skali 1: 10 000 pozostaje chyba najlepszym i najdokładniejszym opracowaniem kartograficznym tego obszaru. I choć upłynęło już prawie ćwierć wieku od pierwszego wydania, dalej pozostaje doskonałym wsparciem przy chodzeniu tatrzańskimi perciami. Zwłaszcza, gdy poprze się je przewodnikami Józefa Nyki, Tadeusza Szczerby czy Władysława Cywińskiego, dostępnymi w księgarniach turystycznych.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."

Sebastian Fijak

Zdjęcia: Filip Springer