Sebastian Fijak Jest bardzo
zimno. Widzisz siniejące wargi coraz bledszego kolegi, a marznący
deszcz wciska się wszędzie. Czujesz, jak mroźny wiatr wbija
ci lodowe drzazgi, boleśnie kłujące pod paznokciami. Bez powodzenia
próbujesz znaleźć drogę prowadzącą do ciepłego schroniska
i parującej herbaty. Trzęsiesz się, mimo że przecież jest
środek lata. Przeklinasz swą niefrasobliwość, przez którą
zapomniałeś dwóch najcenniejszych teraz rzeczy - mapy i kompasu.
Prawo Murphy'ego jest niezwykle konsekwentne,
prawie tak samo jak prawo ciążenia. Z zasady możemy powiedzieć,
że wszystko zepsuje się, gdy nie będziemy mieć kompasu i mapy.
Cóż nam po szlaku, gdy nie wiemy, w którą stronę iść? W takiej
sytuacji z pomocą przyjdą nam klasyczne metody ustalania swojej
pozycji w terenie. Zasadniczą zaletą opisywanych tutaj metod
jest niska cena i niezawodność. A ich opanowanie pomoże w
dalszym rozwijaniu swoich zainteresowań o system GPS. Góry
to bowiem nie labirynt i znajomość podstaw terenoznawstwa
naprawdę ułatwia wędrówkę na szlaku.
Nasz software,
czyli mapa
Pierwsze odwzorowania tego, co znajduje się na powierzchni
ziemi, mają już ponad 17 000 lat! Prawdopodobnie najstarszym
zabytkiem jest wyryta na odłamku mamuciego kła schematyczna
mapa z miejscowości Meziricz na Ukrainie. Ten pierwowzór,
później ulepszany i wzbogacony o coraz to nową wiedzę geograficzną,
służy nam do dziś w wielu postaciach. Jednak dla nas najważniejsza
jest zwyczajna mapa turystyczna.
Zasadniczo minęły już czasy dominacji popularnych pepewek
(Wydawnictwa PPWK). Co prawda są one jeszcze dostępne na rynku,
jednak duża skala (1: 75 000) oraz słaba aktualizacja treści
czyni je praktycznie bezużytecznymi dla turysty. Podobnie
z tzw. wuzetkartami (Wojskowe Zakłady Kartograficzne), w których
nagminne były przesunięcia kolorów i rozmazane szczegóły.
W kategorii map beskidzkich widać obecnie dość sporą konkurencję
między trzema wydawcami: Galileos, Cartomedia i WiT. Praktycznie
każde z tych wydawnictw ma swoje lepiej i gorzej opracowane
obszary. Na pewno ciekawą propozycją są mapy Galileos obrazujące
Beskid Żywiecki, Śląski i Mały oraz Sudety. WiT natomiast
jest doskonałym wydawcą bardzo dokładnych map Gorców (1: 35
000) oraz Beskidu Sądeckiego i Bieszczad w chyba najbardziej
optymalnej skali 1: 50 000.
Gdy jednak planujemy wycieczkę w skaliste rejony, warto się
zaopatrzyć w bardziej szczegółowe opracowania. W wypadku Pienin
i ogólnej mapy Tatr polecam wydawnictwo WiT. Jeśli chodzi
o najwyższe i najpopularniejsze w naszym kraju góry, warto
wspomnieć o dość już starym wydaniu map Zarządu Topograficznego
Sztabu Generalnego Wojska Polskiego z 1984 roku (bez słowackiej
części) i 1989 roku. Te 14 arkuszy (piętnastym była broszura
z legendą) w skali 1: 10 000 pozostaje chyba najlepszym i
najdokładniejszym opracowaniem kartograficznym tego obszaru.
I choć upłynęło już prawie ćwierć wieku od pierwszego wydania,
dalej pozostaje doskonałym wsparciem przy chodzeniu tatrzańskimi
perciami. Zwłaszcza, gdy poprze się je przewodnikami Józefa
Nyki, Tadeusza Szczerby czy Władysława Cywińskiego, dostępnymi
w księgarniach turystycznych.
(...)
Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
Sebastian Fijak
Zdjęcia: Filip Springer |